Rytm okołodobowy a zarządzanie czasem_cz.2

Szkolenia, Czytelnia


Tegoroczni nobliści wykazali wpływ zegara biologicznego na pracę naszego organizmu, dzięki czemu można określić nasze naturalne predyspozycje o poszczególnych porach dnia. Jak się kształtują i jak przełożyć tę wiedzę na efektywność pracowników?



Wyniki badań tegorocznych noblistów w dziedzinie fizjologii i medycyny – Jeffrey’a C. Halla, Michaela Rosbasha i Michaela W. Younga (o których była mowa w pierwszej części artykułu) – wyjaśniają funkcjonowanie naszego zegara biologicznego. Nie precyzują sztywno najlepszych i najgorszych pór na określone zadania, zwracają jednak uwagę na możliwości i potrzeby organizmu w różnych fazach dnia. Sprawdźmy, jak się one kształtują oraz jakie wnioski możemy wyciągnąć z nich dla planowania i organizacji pracy oraz efektywności osobistej, która przekłada się na wyniki firmy.

godz. 4.00 – 5.00

To czas powolnego wchodzenia w przebudzenie organizmu, informacja przykra dla tzw. „sów” prowadzących bardziej nocny tryb życia, o tej porze bowiem przestawiamy nasz rytm na całodobową aktywność, a nie powinniśmy kończyć działań z poprzedniego dnia.

godz. 5.00 – 6.00

Stopniowe wybudzanie i wzrost stężenia hormonów płciowych, szczególnie u mężczyzn. Biorąc pod uwagę model DUCE, po który tak chętnie sięgamy, pracując nad efektywnością indywidualną, o tej porze można doładować swoje akumulatory na czterech płaszczyznach: Duchowej, Umysłowej, Cielesnej (dostarczając sobie porannej dawki ruchu), a dzięki temu zadbać także o Emocje własne i partnera. Jakościowe relacje są niezastąpioną pomocą w codziennej organizacji, źródłem życiowej energii i podstawą do naturalnej chęci utrzymania tzw. work-life balance. Nadal nie chce się wam wstawać o 5?

godz. 7.00 – 09.00

Ciśnienie wzrasta, procesy metaboliczne nabierają tempa, wydzielają się enzymy i organizm domaga się pożywienia, a nie wytężonego wysiłku fizycznego. Jest to też dobry czas na weryfikację planu dnia, na przykład poprzez – jak proponuje Dwight Eisenhower – pokategoryzowanie wszystkich zadań według stopnia ważności i pilności na: A – ważne i pilne, B – ważne, lecz niepilne (dobrze zaplanować systematyczną realizację choć ich części, zgodnie z techniką „zjadania słonia po kawałku”), C – nieważne, lecz pilne (te warto delegować lub przynajmniej pogrupować) oraz D – ani pilne, ani specjalnie ważne. Te ostatnie najlepiej eliminować, a potrzebny jest do tego wypoczynek, bowiem wiele spraw dopiero poddanych analizie z dystansu nabiera mniejszego znaczenia. Poranne godziny dobrze nadają się też na tzw. „zjedzenie żaby” – tak Brian Tracy nazywa realizację zadań, za które trudno nam się zabrać, nieraz od dłuższego już czasu. Poranną koncentrację warto spożytkować na przykład na zadania wymagające żmudnej, analitycznej pracy.

godz. 10.00 – 12.00

Rozkwit naszych twórczych, intelektualnych możliwości. Organizm osiąga „pełne obroty”, warto wziąć to pod uwagę, nie tylko planując grafik pracy millenialsów (którzy w ogóle o tej porze zaczynają dopiero „nadawać się” do pracy), ale też zespołów sprzedażowych, marketingowych czy umawiając kreatywne spotkania, po których spodziewamy się przełamania status quo, innowacyjnych rozwiązań oraz szczytu zaangażowania i elokwencji pracowników. Jest to też najlepsza pora na uruchamianie zasady Pareto, a więc dawanie z siebie tego, co przekłada się na najlepsze wyniki, potęguje efektywność indywidualną i zespołową. Satysfakcja płynąca z realizacji o tej porze zadań ważnych, pilnych, a przede wszystkim lubianych, zwiększa szanse na utrzymanie motywacji i wydajności w drugiej połowie dnia.

godz. 13.00 – 15.00

Ze względu na gotowość organizmu do trawienia, w tym przedziale czasowym warto zjeść posiłek i zregenerować się, a przede wszystkim wziąć pod uwagę, że intelektualne możliwości nie są zbyt wysokie. Menedżer może w tym czasie zadbać o wzmacnianie w załodze więzi i budowanie wzajemnego zaufania, które jest podstawą przeciwdziałania dysfunkcjom zespołowej pracy (o których szerzej wspomina Patrick Lencioni) i bez którego bardzo łatwo o nieporozumienia komunikacyjne, bałagan informacyjny czy dublowanie pracy. Podczas tego spadku energii można też uporządkować wokół siebie przestrzeń: dokumenty, pliki, maile, wykonać kilka zaległych telefonów, notatek, rewidować czas trwania różnych czynności z tego dnia, by usprawnić pracę w kolejnych dniach i oprzeć jej plan na realnych danych (potwierdzą to praktycy metody TRZOS czy ALPEN, które stawiają przede wszystkim na spisanie terminów, realne ramy czasowe, rezerwę czasową, priorytetyzację oraz kontrolę wykonania poszczególnych prac).

godz. 15.00 – 17.00

Wzrost temperatury ciała, odporności na ból, sprawności mięśni i odzyskanie wigoru. Dla „skowronków” zaczynających pracę wcześniej, to koniec roboczego dnia, warto ten czas spędzić na aktywnym wypoczynku – w miarę możliwości przy świetle dziennym (sport, zabawa, spacer – możliwości jest wiele), byleby zaznać jak najwięcej ruchu na świeżym powietrzu.

godz. 17.00 – 20.00

Kto twierdzi, że o tej porze już się nie powinno pracować, jest w błędzie i tym razem rację oddajemy „sowom”, ponieważ nasz organizm w tych godzinach jest wydajny. Możemy to spożytkować w wymiarze zawodowym (jeśli firma umożliwia elastyczne planowanie dnia) lub osobistym (np. na naukę, dodatkowe kursy, własny rozwój – a więc realizację zadań typu B).

godz. 21.00 – 22.00

Wzrasta poziom melatoniny, przez którą odczuwamy senność i zmęczenie. Nie warto więc się forsować (siłowni o tej porze mówimy nie), tylko rozpocząć rytuał „wyciszania” np. poprzez relaksującą kąpiel, czytanie czy przyjemną rozmowę z bliskimi. Filmy akcji, przeglądanie Facebooka czy wieczór ze znajomymi, jakkolwiek same w sobie przyjemne, nie przestawiają organizmu na wypoczynek.

godz. 23.00

Ze względu na najniższy poziom hormonów stresu, powinna to być maksymalna godzina zaśnięcia, by białko PER (o którym mowa w pierwszej części tekstu) miało szansę zregenerować się i aby rytm okołodobowy kolejnego dnia nie był zachwiany.

Natura vs biznes

Jako ludzie różnimy się pod wieloma względami – między innymi uznajemy za najlepsze na dane czynności inne godziny, stąd chociażby podział na „sowy” i „skowronki”. A co jeśli dojdzie do zakłóceń naszego naturalnego rytmu? Jeżeli wewnętrzny zegar się rozreguluje, obniża się odporność, sprawność fizyczna, intelektualna, mamy do czynienia z objawami przypominający tzw. jetlag, co w konsekwencji (przy dłuższym rozregulowaniu) może prowadzić do zaburzeń układu trawiennego, krążeniowego i nerwowego. Ponowne zrównoważenie rytmu nie jest szybkim ani łatwym procesem. Wiedzą o tym zarówno ci, którzy ciężko znoszą zmiany pór roku, osoby które często podróżują służbowo pomiędzy odmiennymi strefami czasowymi i te pracujące w odcięciu od dziennego światła (górnicy, pracownicy łodzi podwodnych, stacji kosmicznych itp.) i na nocnych zmianach (w fabrykach, szpitalach i w transporcie itp.). Świadome wysiłki pracodawców, na przykład w postaci wprowadzenia naprzemienności zmian w cyklach miesięcznych lub skrócenia czasu pracy, mogą zmniejszyć nieco negatywne konsekwencje tych zaburzeń, ale nie ograniczą ich w zupełności. Wysiłek osobisty zaś (na przykład odcięcie się od światła i dźwięku oraz sen za dnia) umożliwią częściową regenerację sił, ale nie zapewnią długotrwałego zdrowia. Nie mówiąc o emocjonalnych kosztach „odcięcia się” czy rozminięcia z funkcjonującymi w tradycyjnym rytmie bliskimi.

...

Kto więc kogo powinien bardziej regulować: konkurencyjny rynek otaczający nas świat pracy i całą jego organizację, czy my – ludzie – coraz bardziej świadomi potrzeb własnych organizmów i bogatsi o naukowe doświadczenia – świat biznesu? Czas pokaże, co jest bardziej „opłacalne” w ekonomicznym i społecznym tego słowa sensie.

Drukuj artykuł
Paulina Węgrzyn

Integra Consulting Poland, Poznań

Specjalista ds. rozwoju i trener z firmy szkoleniowo-doradczej. Od 2006 roku współtworzy programy rozwojowe dla przedsiębiorstw i wspiera proces zarządzania wiedzą. Specjalizuje się w kreatywnym doborze narzędzi wzmacniających proces uczenia (badań, symulacji, gier, case study, ćwiczeń) oraz przygotowywaniu materiałów standaryzujących przebieg programów szkoleniowych w firmach. Prowadzi warsztaty wzmacniające skuteczność współpracy i komunikacji (między pokoleniami, interpersonalnej, w relacjach przełożony – podwładny, w zespołach, a także pisemnej). Podejmuje też tematykę delegowania, motywowania, życzliwej obsługi klienta oraz profilaktyki i radzenia sobie ze stresem. Certyfikowany konsultant Extended Disc.

Newsletter

Wykorzystujemy pliki cookies.